wtorek, 24 grudnia 2013

Rozdział 11 cz. 2 Dobrze się czujesz Julia?

-Tyle, że jest dziewczyną to wiem.
- Tyle że bardzo chorą...
- Julia.
- No właśnie.. Julia. Jest taka głupia sprawa... Ona choruje na..
- Dobra mam pomysł. Przepraszam, że Ci przerywam. Usiądziemy i pogadamy okej?
- Mogę coś do picia?
- Jasne.. potrzymasz?- zapytałam. Podsuwając mu Tom'a pod nos.
- Choć do mnie kolego. Jak ma na imię? Twój brat?
- Umm... jestem samotną matką.  Tom.
- Przepraszam nie.. ja nie wiedziałem.. Ładne imię młody.
Zostawiając Liam'a z malcem w salonie podążyłam z powrotem do kuchni.
- Co chcesz?
- Herbata. Masz zieloną?
Gościu pije zieloną herbatę? Dobraaa.. Jest dziwny.
- Tak mam.
Na szczęście potrafiłam mu dogodzić. (bez skojarzeń Marchewki!) Wstawiłam  wodę, przy okazji wyłączając spaloną patelkę.
- Kurde noo!- przy Smyku zawsze hamowałam się z przekleństwami.
- Coś się stało?
- Nie..  to znaczy tak.. Dobra nic się bardzo wielkiego nie stało, tylko spaliłam patelnie..
- Hahha.. Tom słyszałeś? Mamusia spaliła patelnie.. Zaraz zadzwonimy po..
Właśnie z zaparzoną herbatą wchodziłam do pokoju, gdy kolejny raz przerwał mi dzwonek do drzwi. Tak naprawdę bardzo zirytowało mnie to. Tym razem był to Olly. Co on tu robił?
- Julia! Jak dobrze, że nic Ci nie jest! Tak bardzo się martwiłem.
- Olly co jest?
- Nie wiesz?
Z pokoju wyszedł Liam..
- Siema stary, co tu robisz?
- Przyszedłem sprawdzić, czy Julii nic nie jest.. Biedna Betty
- Powiecie mi o co chodzi?!
- Dobra, odłóż herbatę na stół i usiądź.
Wykonałam rozkaz Payne'a. Tommo wyrywał się i chciał się do mnie przytulić. Odebrałam go od Li i patrzyłam wyczekująco na chłopaków.
- Który to powie?
- Dobra ja- stwierdził Daddy- Betty miała poważny wypadek. Utraciła pamięć, jest jeszcze w śpiączce. Może być nawet do końca życia na wózku. Ma liczne obrażenia i może Ciebie nie rozpoznawać. Obudziła się na chwilę i ...
Z każdym słowem coraz słabiej się czułam. Tom wyczuł że coś nie tak. Na chwiejących się nogach wstałam i kolejny raz dałam Liam'owi  małego. Patrzyli na mnie bardzo dziwnie, wręcz podejrzanie.
- Daddy coś jest nie tak. Dobrze się czujesz Julia?
Nic do mnie nie docierało. Wszystko widziałam jak przez mgłę. Wszystko zaczęło się rozmazywać. Ich przerażone głosy w ogóle do mnie nie docierały. Nagle straciłam grunt pod nogami.
                                                                       *Liam*
Ja miałem jej syna i nie mogłem zareagować. Olly za to zareagował na czas. Złapał ją. Postanowił jechać z nią na pogotowie. Własnie dlatego nie chciałem jej mówić. Przynajmniej nie w ten sposób. Usiadłem na podłodze - przypominając sobie jak Dan była zachwycona pobytem u jej ciotki i sześciomiesięcznego dziecka- Peggy- położyłem go na plecach. Niestety chyba jest niepewny lub tak się czuje.
- I co teraz? Nie umiem uspokajać małych zwycięzców.
Energicznie wyciągnąłem komórkę i wybrałem odpowiedni numer.
- Dan..
- Liam gdzie ty jesteś?!
- U tej Julie
- Aa.. to ona ma brata?!
- Syna.
- Już jadę. Daj adres. Niech zgadnę. Ona w szpitalu a ty z dzieckiem.?
- Jak zawsze.
- Co mam robić?
- Weź na ręce i zacznij do niego mówić.
- Dobra.. Wyślę Ci adres zaraz okej?
- Oczywiście. - przytaknęła i rozłączyła się. Ja natomiast wpisałem odpowiedni adres i nacisnąłem "wyślij" kciukiem. Wykonałem polecenie mojej cudownej dziewczyny. Maluch zaczął pomału się uspokajać.  I nagle dzwonek. I znów płacz.
- Dan!
- Li, Kochanie nawet dziecka nie umiesz uspokoić?
- Zadzwoniłaś i go wystraszyłaś.
- Przepraszam Słodziutki mój kochany!- powiedziała do dziecka.- Liam, też chce takiego małego.
Trochę się zmieszałem. Nigdy nie rozmawialiśmy o dzieciach. O ślubie owszem, ale nie o potomkach!
- Liam jaki Ty blady! Daj mi go.! - podałem  małego mojej Danielle - A teraz dzwoń do kogoś ze szpitala.
                                                                 *Oczami Julii*
Otworzyłam ociężałe oczy i natychmiast je zamknęłam. Otwierając je z powrotem ujrzałam nad sobą...
___________________________
Dodaję w ten cudowny dzień! Przepraszam, że tak długo czekaliście, ale cały czas dopisywałam :/ WESOŁYCH ŚWIĄT i widzimy się na drugim blogu ok. 28.12.br :)

wtorek, 3 grudnia 2013

Rozdział 11 Część 1 Nie radzę sobie. Co robić? (UWAGA NOTATKA.)

Sądząc po kolorze nieba przesiedziałam trzy godziny w komputerze. Udałam się do kuchni i włączyłam radio. Postanowiłam przygotować jakiś obiad. Dawno nie gotowałam zwykłego polskiego dania. Przez Betty zaczęłam jeść typowo angielskie potrawy, a jeszcze częściej jadać w Nando's. Tom miał cały czas słoiczki. Zaniedbałam wszystko. Muszę się wziąć za siebie. Muszę być silna, choć tak naprawdę jestem bardzo słaba psychicznie. Jak jestem sama to pękam.. płaczę nocą. Nie radzę sobie. Co robić? Matka ani razu nie zadzwoniła.. Zaprosiłam do siebie  Izę i Daniela. Przyjadą niedługo. Z nimi tylko utrzymuję kontakt. Z tego co mi powiedzieli matka stała się bardzo rozrzutna. Ojczyma nie ma całymi dniami a jak wraca to z kumplami.. Ponoć kobieta która kiedyś była moją matką często płacze z tego powodu. Nawet twierdzi, że jest bardzo zła na siebie za taką a nie inną decyzję. Chciała także tu przyjechać, ale sądzi że ją znienawidziłam. Co jest prawdą. Po przygotowaniu wiejskiej jajecznicy którą zawsze babcia robi w piątkowe dni na śniadanie poszłam zobaczyć co z Tom'em. Cały czas jest we wózku. Nie miałam serca go budzić, a jakbym go przeniosła to by się obudził. Teraz chciał się przewrócić na bok, ale... pasy mu to uniemożliwiły i zaczął płakać. Szybko poszłam umyć ręce. Zawsze pilnowałam higieny. Gdy już miałam brać małego, ktoś zadzwonił do drzwi. Wzięłam szybko Tom'a i ruszyłam zdecydowanym krokiem do drzwi. Nie patrząc kto to, otworzyłam drzwi. Stał nie kto inny jak Liam Payne! Czy ja mam przewidzenia?
- Hej..
- No hej. mogę wejść?
- Um... Jasne.
Otworzyłam szerzej drzwi i wpuściłam nieznajomego. Wiedziałam dobrze kim jest. Liam Payne. Najodpowiedzialniejszy członek One Direction. W związku z Dan. Tą tancerką. Jest poważnie chory. Ledwo przeżył. Ma 20 lat. Tylko co on robi w moim świecie?
- Czy coś się stało?
- Nie wiem jakby to powiedzieć... Betty..
- Co z nią?!
- Spokojnie! Nie jest tak źle. Ona jest dziewczyną ....
__________________________________________________
Wrócę po szkole i napiszę dalszą część 11 rozdziału. Dodam bohaterów II części opowiadania.. Więc do ok. 16!

poniedziałek, 25 listopada 2013

Rozdział 11 ugh!

Znów opóźnienie! :C Wybaczcie, ale ostatnio mam kłopoty i... i muszę je ogarnąć. do końca tygodnia pojawi się na 100% rozdział .. Pamiętajcie (zmieniłam ), że to ostatni rozdział tego sezonu i niedługo pojawi się drugi. :)

czwartek, 21 listopada 2013

Rozdział 10 Nawet nawet.

Minęła godzina na którą zostałam umówiona z Betty. Niestety musiałam zabrać malca, co nie jest wygodne. Ubrana w czarne rurki, miętową bluzkę i bluzę czarną z napisem Crazy Mofo. Nie wiem o co tu chodzi, ale napis spoko, więc ją kupiłam tydzień temu. No nic.. przy najmniej ciepła a mamy wrzesień. Coraz więcej pada. Smyka przebrałam, bo troszkę się pobrudził u Olly'ego. Postanowiłam powiedzieć jednak Betty o dniu spędzonym z chłopakiem. Jest moją przyjaciółką. Powinna wiedzieć co i jak. Może ich zeswatam?  Przyszła-jak zawsze- spóźniona Betty. Postanowiłam jej już nie prawić morału tylko wyjść.
- Idziemy Tommo!
- Czy ty wszystko musisz ściągać od One Direction?!
- Od kogo?
- No nie mów mi, że ich nie znasz.
- Jakbym znała to bym nie pytała.! Czy ty myślisz kiedyś?!
- Sorry, już nie krzycz, jesteśmy na ulicy! One Direction to zespół który tworzy 5 chłopaków. Z Wielkiej Brytanii- Liam Payne, Louis TOMMO Tomlinson, Zayn Malik i największe ciacho Harry sStyles..
- Mówiłaś, że jest ich pięciu.. Teraz wiem o co chodziło z tym Tommo..
- Bo jest.. I jeden Irlandczyk Niall Horan..
- Powiesz mi o nich więcej w domu za parę godzin..
- Nie mogę.. Mam randkę.
- To dlatego te zakupy..
- Tak.
Dotarłyśmy do CH i po 2 godzinach znalazłyśmy sukienki (lewo Betty, prawo Julia). Poszliśmy do mnie do domu i odpaliłam komputer. Wpisałam w grafikę One Direction i zobaczyłam 5 uśmiechniętych chłopaków. Nawet nawet. Mogą być. Teraz Youtube.. Na pierwszy ogień poszły:
LWWY
WMYB
Over Again
More Than This
Summer Love.
I to mi się podobało. Najbardziej spodobały mi się te najsmutniejsze (OA, MTT), bo miały to coś w sobie. Tak spędziłam 2 godziny. Obejrzałam każdą część VIDEO DIARY ... Los.. nie ... Lam .. nie.. LOUIS ! Właśnie.. Louis robił z siebie idiotę..Niall-z tego co mi powiedziała Betty- ma słodki śmiech! Harry to takie DUŻE DZIECKO, Liam to ten poważny, a Zayn.. cichy.
---------
Koniec na dziś! Wybaczcie, ale jestem zmęczona! W sobotę przewiduję następny. A na Czarna Nicość. Anioł Stróż pojawi się może jutro.. .Dobranoc Moi Mili!xx

środa, 20 listopada 2013

Rozdział 10

Niestety dzisiejszy dzień był bardzo pracowity! Wczorajszy prawie cały przespałam. Nawaliłam.. Jutro się pojawi! Obiecuję.! Do jutra!! (Rozdział na 2 blogu pojawi się także jutro... jak da radę to nawet 2. Tak samo jutro ogarnę cały blog.. ;x link podam jutro.)

sobota, 16 listopada 2013

Pomysł na kolejne opowiadanie- "Czarna nicość. Anioł Stróż"

Włączcie--> http://www.youtube.com/watch?v=Ly8QA7ZHeLc


Czy sądzicie, że nie mam dość? Czy nie sądzicie, że jest mi trudno? Może jednak niektórzy znają prawdę. To moja historia. Jestem zwykła siedemnastolatką która dużo wycierpiała. Śmierć ukochanych osób jest niewyobrażalnie mocnym ciosem. Mam ochotę zeskoczyć z mostu wprost do wołających mnie fal. Niestety nie jest to łatwe.  Bóg nie pozwala pokazać jednej prawdy o mnie którą zna On, mój Anioł Stróż i ja, teraz Wy także wiecie. Czy zakocham się kiedyś? Czy mój Anioł Stróż odejdzie? Może jednak dobrze, że jest? Nienawidzę go za jego litość. Moja mama wraz z siostrą zginęły. Jak? Pojechały do Syrii. Moja siostra miała 18 lata i twierdziła, że chce pomagać ludziom. Zapłaciła za to życiem. Matka tak samo. Jestem sama. Mój tata.. wspierał mnie.. no właśnie wspierał.

Teraz włącz to -->  http://www.youtube.com/watch?v=LVsrP9OJ6PA
Od kiedy  poddałam się i zrozumiałam, że nigdy nie będzie tak jak dawniej. JUŻ NIC NIE BĘDZIE TAK JAK DAWNIEJ. Mój uśmiech.. widziałam go ostatnio... nie pamiętam dokładnie. To było z 4 lata temu. Poddałam się z 3 lata temu. Czuwa nade mną do tej pory mój przyjaciel Ed no i przyjaciółka- Sally. To nie oni byli moim Aniołem Stróżem. Tak naprawdę znam go tylko z imienia. James... Zawsze, gdy chcę coś złego zrobić on mi na to nie pozwala. To nie tak, że nagle pojawia się jakby zdjął czapkę-niewidkę, ale puka do drzwi chwyta za ręce. Uniemożliwia mi ponowne spotkanie z siostrą i mamą. Tak brakuje mi ich. Kolejny raz siedząc w pokoju płaczę. Mam już dość. Kamień uderzający w okno.. Raz, drugi. piąty. Nie wytrzymując otwieram okno "Nie potrzebuję Cię!". Wykrzykuję te trzy słowa w czarną nicość. Jednak wiem, że on tam jest.

_______________
Moja koleżanka chciała poczytać mojej twórczości, ale nie lubi 1D. Tak więc stwierdziłam, że mogę założyć kolejnego bloga. Tym razem bez jednokierunkowców. Opowiadanie będzie o Jasmine która w wieku 13 lat straciła rodzinę. Mamę i siostrę. Rok później jej ojciec odizolował się od niej w pracy. Dziewczyna nie daje sobie rady. Jej przyjaciele (Ed i Sally) nie umieją jej pomóc. Popada w nałóg. Pisanie o śmierci i myślenie o niej. Popada w depresje. Ona go nienawidzi. Ona nie wie kim on jest. Co zrobi dziewczyna żeby uwolnić się od Anioła Stróża?

piątek, 15 listopada 2013

Rozdział 9 Czemu krzyczysz?

Czekałam w samochodzie i głowiłam się o co mu mogło chodzić. No, ale chyba mu się nie podobam? No na pewno nie! Ja? Taka brzydka istota? Ta laska miała rację.. Jestem brzydka, a Olly powiedział tak tylko dlatego, żebym się nie smuciła. Gdy tak myślałam, usłyszałam zamykane drzwi. Podskoczyłam w miejscu.
- Olly nie strasz!
- No wiesz, myślałem, że jestem ładny.
- Nie w tym sensie idioto! Zamyśliłam się, a ty zamknąłeś drzwi i  dlatego  mnie przestraszyłeś.
Spojrzał na  mnie myślącym wzrokiem.
- Czyli jestem przystojny.
Trochę zdziwił mnie swoją wypowiedziom. Wypowiedział to tak jakby prosił sprzedawczynie o 2 bułki. Zapiął pas i odjechał. Chciało mi się spać. Byłam wykończona. Jeszcze zakupy. Och,  Betty chyba oszalała., przecież 3 dni temu byłyśmy na zakupach. Musiało coś się stać! Znam ją na tyle dobrze.
- Jesteśmy!!- Tom po chwili zaczął się kręcić, a potem płakać.
- Oszalałeś?! Czemu krzyczysz?
- Przyzwyczajenie Maleńka.
- Dobra już otwieraj drzwi od domu.
Wyszłam niezgrabnie i bez jakiejkolwiek gracji z czego byłam zła. Obeszłam samochód i otworzyłam drzwi od strony Toma. Jak najszybciej rozpięłam pasy od fotelika i główny pas. Wzięłam powoli go na ręce i zamknęłam drzwi. Poszłam dróżka która spodobała mi się.
- Julia idziesz?
- Tak idę.
Doszłam i 3 schodki i próg. Przeszłam przez niego i weszłam do przytulnego domu. Usiadłam na fotelu z małym i kołysałam. Olly podgrzał zupkę i przyniósł mi. Podawałam ją malcowi, wcześniej upewniając się, że jest dobra. Na całe szczęście była. Jak szybko się pojawiła tak szybko zniknęła.
_________________
Dziś krótko. Niestety brak czasu, a weny mnóstwo! Następny rozdział przewiduję na niedzielę, a jak nie to na środę.

wtorek, 12 listopada 2013

My Song For Liam Payne

"Our Dreams"
1. Is it possible? So many precious dreams. Dropped down for a moment. We will not meet, but do not believe it! Ref: I hope it was just a nightmare. As soon as I wake up and say: 'Cuz a beautiful day' Unfortunately this is just an illusion Please help me! 2. Or was it destiny? So it should be? Although you know that you and I know that I No one wants to admit to error. Ref: - | | - 3. I secretly hoped that, That'll go back time I will change the course of events. And the future will see the Moon glow. ______________________________

piątek, 25 października 2013

Rozdział 8 Julia! Słuchasz mnie?


Z dedykacją dla Magdy W. 



Olly Murs... Znam parę jego piosenek.  Wygląda na miłego chłopaka.
- Nie, nie będę piszczeć, ale za małego nie ręczę. Nigdy nie wiadomo w jakim będzie nastroju.
- Jasne, siadajcie.
Usiadł na jednej połowie ławki odwracając się w moją stronę.
- Fanka?
- Nie wiem. Lubię Twoje piosenki. Mają w sobie sens, więc można tak powiedzieć, ale nie na tyle, żeby piszczeć.
- To fajnie. Więc jak masz na imię, chyba ja Ci nie muszę się przedstawiać, no nie?
- Fakt, nie musisz. Bardzo mi miło poznać Ciebie, Oliver. Mam na imię Julia. Julia Die-Ray.
- Bardzo piękne imię, dla jeszcze piękniejszej kobiety.
- Bardzo śmieszne.
Nagle usłyszałam mój telefon. Dzwoniła Betty. Olly pokazał gestem ręki, żebym odebrała.
- Przepraszam. - posłałam mu przepraszający uśmiech.
- Tak Betty?
- Masz czas?
- No nie wiem.. Nie za bardzo, a co?
- Z kim jesteś?
- Nie znasz. Nie ważne. - przygryzłam wargę zdenerwowana. Nie chciałam, żeby dowiedziała się kto ze mną jest.
- No okej. Spoko.. Stwierdzam, że to facet.. Ile ma lat, ładny?
- Betty!
- No dobra nie krzycz tak. Jesteś z Tomem, przecież wiesz, że zawsze płacze gdy krzyczysz.
I jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki Tom płakał. Murs od razu zareagował. Wziął go na ręce i uspokajał. Dobrze mu szło. Uśmiechnęłam się na ten widok. Był bardzo wyrozumiałym, przystojnym i fajnym facetem.
- Julia! Słuchasz mnie?
- Nie sorry, zamyśliłam się. Możesz powtórzyć?
- Wiesz jak nie lubię się powtarzać.
- No wiem. Wybacz. Powtórzysz?
- No bo nie mam z kim iść na zakupy. Za 3 godziny wychodzę.
- Okej. Wyrobię się.
Zakończyłam rozmowę.
- Siostra?
- Co? Hahah. Nie. Przyjaciółka.
- Umm. Możliwe. Masz bardzo miłego.. - spojrzał na mnie niepewnie. Pewnie nie chciał mnie urazić.. Nie wiedział czy to mój brat, czy syn.
- Tom, synek... Ma 6 miesięcy... jutro kończy.
- Och malutki.. Skąd jesteś maluszku?? Sądzisz, że mamusia da się zaprosić na kakao lub kawę, a do tego pizzę? Chyba, że mamusia pojedzie ze mną i  z Tobą do mnie? Lub do was?  Ups.. zapomniałem.. jako koledzy.. nie chce żeby tatuś się obraził.
- Tata Toma nas zostawił.
- Boże! Ja zawsze mówię źle. Wybaczysz mi?
- No nie wiem.
- Nie daj się prosić.
- Za 3 godziny mam spotkanie.
- No właśnie. Za 3. Sporo czasu. Kochany Tomie idź do wózka.. zaraz wezmę Cię z powrotem.
Nie wiedziałam o co mu chodziło. Włożył go o wózka i ...
- Błagam Cię, ja Olly o jedną jedyną pizzę. Na wynos w moim domu. Do tego słoiczek jakiejś zupki czy czegoś tam dla małego. Błagam!
- Wstań. Błagam Cię. Zgadzam się!
Wstał gwałtownie i mnie przytulił po czym pociągnął za rękę i zaczął prowadzić wózek.
- Serio?! Toms! Udało się! Lubisz marchewki? Mój kumpel lubi marchewki.. Dostałem od niego gołębia. Wiesz jaki on fajny?! No mówię Ci! A on sam ma swojego gołębia którego nazywa Kevin! Czemu się tak pięknie na mnie patrzysz.. Gdzie mamusia? Zgubiliśmy ją? A nie tu jest! Julio choć do nas! Chyba nie chcesz tu zostać? Prowadziłbym Cię, ale Tom by był zazdrosny o Ciebie. Wiesz taka miłość.
Był taki szczęśliwy.  Uśmiechał się do każdego. Choć założył kaptur i okulary nikt go nie rozpoznał.. On cały czas gadał, jakby to kochał i od tego zależało jego życie. Mały tylko patrzył zmęczonymi oczkami na niego. Nadal go słuchał, aż usnął.. Oliver nic sobie z tego nie zrobił i mówił dalej. Wyglądało to komicznie.
- Dotarliśmy do mojego przenośnego szczęścia. Mam fotelik w bagażniku.. poczekaj chwilę.
- Jak to masz fotelik?
- Normalnie.. Słuchaj. Julia.. obserwuję Cię od 3 tygodni i...
- Jestem oburzona, ale kontynuuj.
- No więc, mniej więcej widziałem małego 3 razy. Raz byłaś z małą dziewczyną. 5 razy sama, a 8 razy z tą Betty. Kupiłem fotelik i specjalnie byłem na tej ławce. Julio, czekam tu cały dzień prawie. Tylko dla Ciebie.
- Olly..
- Nie mów nic. Proszę.. Jeśli nie chcesz, możesz odjeść, pobić mnie.. zrobić ze mną wszystko co chcesz.
- Olly..
- Proszę nie mów nic..
- Olly!!
- Tak księżniczko? Prosiłem o co...
- Fanki!
- Kurde.. masz.
Podał mi swoje okulary, a że były daleko mogły mnie nie rozpoznać. Zwinnym ruchem założył z mojej bluzy kaptur na moją głowę i wyciągnął szybko fotelik.  Zapięłam Toma, a on składał wózek. Fanki zdążyły podbiec właśnie gdy zamykałam drzwi, a on bagażnik.
- Mogłabym zrobić sobie z panem zdjęcie?
- Mów mi Olly. Proszę bardzo.
- Hej ty!- zawołała druga.
- Ja?
- Tak, a widzisz kogoś brzydszego?- zapytała pewna siebie.
- Dziewczyny, proszę o spokój. Śpieszy nam się. Możesz zrobić nam zdjęcia? Proszę Kochana.
- Jasne.- coraz mniej mi się to podobało. Już dawno zrobiłam te głupie zdjęcia, a one nie chcą odpuścić. Już 10 minut siedzę w samochodzie ile można. Gdy już miałam po niego iść sam to zrobił. Położył rękę na mojej dłoni.
- Julio, wiesz że jesteś piękna. One są po prostu zazdrosne. Przykro mi, jak Cię potraktowały. Nie wiedzia..
- Starczy. Chcę miło spędzić dzień.
- Jak sobie Panienka życzy. - zmienił ton  na bardziej zabawny, ale nie zapominał żeby mówić szeptem.
- Dobra jedziemy? - zapytałam.
- Jedziemy. - potwierdził.
I ruszyliśmy w drogę. Cały czas rozmawialiśmy. Zatrzymaliśmy się na przeciwko... Night Club?!
- Co my robimy tu?
- Idę do sklepu po jakiś słoiczek dla Toma.
No tak 7 metrów od klubu był sklep. Spłonęłam żywym pomidorem. Mogę się założyć. Przygryzłam wargę jakby to coś dało. Już prawie zamykał drzwi, ale otworzył je ponownie.
- Piękna! Nawet nie wiesz jaką mam ochotę być z Tobą teraz..
I poszedł do sklepu. Nie wiedziałam jak miałam to zinterpretować. To było bardzo dwuznaczne. Czy chodziło mu o.. nie na pewno nie.
___________________________________
Mo hejka Łyżeczki! Co tam? No i jest dziś rozdział. Wyrobiłam się. Cud, ale czego się nie robi dla Was! <3 Komentujcie i wyrażajcie swoją opinię. Zapraszam do brania udział w ankiecie. TO TEŻ POMAGA.!  Mam plany, złe plany co do Toma. Jak sądzicie Julia będzie z nim? Szykujcie się. Pa! <3

wtorek, 22 października 2013

Rozdział 7 Już z jednej mnie wyrzucili

- Cześć Betty! To jest Julia.
- Dzień dobry. - podałam rękę, ale dziewczyna spojrzała na mnie jak na wariatkę i przytuliła mnie. Od razu odwzajemniłam uścisk. Usłyszałam Toma i biegiem pobiegłam do pokoju w którym spał. Płakał. Tak nieznośnie. Zaciskał paluszki, a z oczu -które zaciskał- leciały mu łzy. Podbiegłam do niego i wzięłam na ręce. Zaczęłam mu śpiewać w języku polskim. Ulubioną piosenkę którą mu wymyśliłam, gdy miał 1 tydzień.

Oczka zamknij już
Sen nadchodzi szybko
Niech przyśni Ci się
Stado koników.
Oczka zamknij już
Jesteś w swoim świecie.
Dobranoc, dobranoc
Właśnie Tobie życzę.*

Przestał płakać i spojrzał na mnie swoimi pięknymi oczkami. Uśmiechnęłam się do niego. Postanowiłam wyjść z nim z pokoju. Ale, gdy zobaczyłam Betty w drzwiach z ciekawością i zdziwieniem w oczach stanęłam jak wryta. Nie wiedziałam co powiedzieć.
- Ile ma?
- 4 miesiące..
- Wow! Malutki. Masz fajnego braciszka! Taki słodziutki.
Co miałam zrobić? Skłamać? 

- To nie jest mój brat. To jest mój syn.
- Pewnie ojciec ..- spojrzałam na mnie wyczekująco.
- Tom.. nazwałam go Tom.
- No więc, pewnie ojciec Tom'a w pracy.
Jakie było zmartwienie i zaskoczenie gdy spuściłam głowę. Przez te wszystkie kłamstwa i to, że zostałam sama z dzieckiem rozryczałam się. Oczywiście Tom zaczął być nerwowy. 

 -Cii... Kochanie, mama jest przy Tobie.- jeszcze bardziej się rozpłakałam. 
- Mogę?- zapytała niewiedząca niczego dziewczyna.
Wręczyłam jej chłopca. 

- Możesz na chwilkę wyjść? Zaraz dołączę do Ciebie.
Wyszła, a ja.. A ja upadłam na kolana na kremową podłogę, a następnie zwinęłam się w kłębek na niej. Płakałam jak głupia. Nagle poczułam czyjeś ramiona przyciągające mnie do siebie. 
- Już dobrze Julia. Nie płacz. Jestem z Tobą. Nie musisz mi mówić co się stało. Nic nie musisz mi mówić. Cii już dobrze. 
Te i inne słowa pocieszenia mówiła dziewczyna. 
- Gdzie Tom?
- Trzyma go Lisa. 

- Ok. 
- Dobrze się czujesz?
- Tak. Wiesz, bo.. Ja może Ci kiedyś powiem jak to się stało, o ile chcesz się ze mną zadawać.
- Hej! Przecież będziemy się widywać. Sądzisz, że dam Ci teraz spokój i nie będę chciała Ci pomóc? 
-No właśnie nie wiem.
- To teraz wiesz! Masz taki dziwny akcent... Ale fajny!
- Pochodzę z Polski. o niedawna jestem tu.

- Jak niedawna?
- Bardzo niedawna. 

- Czyli nie zwiedzałaś tego miasta?
- I chyba tego nie zrobię. 
- Czemu?
- Nie dam rady. Tom.. pracę muszę znaleźć. Szkoda mi go, bo będzie musiał iść gdzieś, gdy ja będę w pracy. 
- Choć na dół. Wbijam do Ciebie na chatę. 
- Hah.. mam porządek, co nie jest łatwe przy tym małym urwisie. 
- Hahahah.  Dobra choć, ale on jest przecież aniołkiem! 
- No nie wiem. 
- Okej, okej. Ty wiesz lepiej. 
Przeszłyśmy do salonu. Zobaczyłam słodki widok. Nagle ktoś wszedł do środka. 
- Paul! 
- Tak Lou?
- Wyjdź przed dom.
- Okej.
Paul wyszedł przed dom. Po chwili wrócił. 
- Egh. Jutro od rana przymiarki, próby i 2 wywiady. Jeden na żywo, a jeden nie. No i jeszcze spotkanie z fanami. 
- Kochanie, wiesz jak bardzo martwię się o chłopców? Najbardziej o Hazze i Niall'a. Biedactwa!
- A o mnie to nie..
- No wiesz. O Ciebie martwię się w swój inny, wyjątkowy sposób.
Betty odchrząknęła. Oby dwoje zawstydzeni odwrócili się w naszą stronę.
 - Wychodzimy z Nancy do Julii. Będziecie mogli się nie krępować, gołąbeczki!

*2 miesiące później*
Nie przyjęłam propozycji Lisy, ale ona uszanowała to. Nadal utrzymuję kontakty z Paulem i Nancy. Jest bardzo energiczną dziewczynką. Betty .. och jesteśmy koleżankami, można nawet  powiedzieć i się zżyłyśmy. Często razem opiekujemy się szkrabem. Rośnie i rośnie.  Co do pracy.  Nie znalazłam. Już z jednej mnie wyrzucili. Za co? Za 6 spóźnień, a miesiąc później zbankrutowali. Pracowałam w sklepie z zabawkami. Roznosiłam sprzęt. Nie udało się. Może w HMV  się uda? Nie wiem. Naprawdę nie wiem... Właśnie dotarłam do parku, a na " mojej " ławce siedział chłopak. Wyglądał jakoś znajomo. Nie wiem skąd go kojarzyłam. 

- Możemy się dosiąść? - posłałam chłopakowi miły uśmiech.
- Jeśli nie będziesz piszczeć.- uśmiechnął się. Gdy wypowiedział te słowa już wiedziałam kto to. To był
__________________________
WITAJCIE MARCHEWKI LOUISA! Co tam? Jestem i mam krótki rozdział, bo mama mnie przyłapała, że nie śpie MASAKRA. Koniec o mnie.! Co o nim sądzicie?
Pamiętajcie:
Komentarz- motywacja.
Liczę na Was Crazy Mofo i nie tylko.
Mam pomysł, aby tu troszeczkę pomieszać. Spokojnie to dopiero po poznaniu tajemniczej osoby :D No więc dobranoc.! Mam nadzieję, że nie jest źle. Nic nie sprawdzałam. Jutro poświęcę się (drugi raz z rzędu ) i wstanę po 5 żeby poprawić i  ewentualnie dodać tu parę linijek. Najprawdopodobniej do jutra!
Ps. Następny rozdział w okolicach piątku :D
Postanowiłam pisać kiedy może być rozdział. No więc.. Pa <3 

sobota, 28 września 2013

Rozdział 6 Kojarzysz One Direction?

 Postanowiłam zrobić obiad i iść na poszukiwania. Na obiad zrobiłam typowo polskie danie: mizeria, ziemniaki, i kotlety. Po obiedzie Tomcio postanowił się obudzić i tak poszliśmy na poszukiwanie Jej domu. Nancy zobaczyła nagle swoich rodziców i wręcz wyrwała się mi z ręki. Uśmiechnęłam się na ten widok. Tom też pewnie liczy, że będzie miał ojca. Samotna łza wymsknęła się. Nie potrafiłam jej zatrzymać. Nawet się nie zorientowałam, a już podeszli do mnie zapłakani rodzice dziewczynki. Uśmiechnęłam się do nich przyjaźnie, ścierając łzę.
- Dzień dobry. Przyprowadziłam zgubę. Mam nadzieję, że nic się nie stało z powodu podania jej obiadu.
- Dzień dobry. Nie nic się nie stało. Bardzo pani dziękujemy. Czy to pani synek, czy brat?
- Kochanie..
- Nic nie szkodzi proszę pana. Jestem młodą matką. Przepraszam, ale nie chcę o tym rozmawiać. To wciąż boli.
- Rozumiem.
- Tak w ogóle jestem Paul Higgins, a to moja żona Lisa.
- Bardzo mi miło poznać państwo. Julia Die-Ray.
- Nam także.
- Mamo!
- Tak Nancy?
- Mamo, a Julia mogłaby wejść do domu?
- Jeśli się zgodzi..
- Nie chcę robić problemu.
- Ależ to żaden problem.
Gdy przekroczyliśmy z Tomem próg domu, poczułam bardzo wspaniałą atmosferę, której u mnie brakowało. Tak skromnie, a jednak tak inaczej.
- Napije się pani czegoś? Ciasteczka z czekoladą? Lubi panienka takie w kształcie zwierząt? Nancy je uwielbia!
- Ja je kocham!
- Mogłabym małego gdzieś położyć? Widzę, że zaraz uśnie.
- Jasne. Paul zaprowadź panią Julię do pokoju gdzie jest łóżeczko, wiesz te do naszego dzidziusia. Przydało się.
- Dziękuję pani! Nie wiedziałam że jest pani w ciąży, w ogóle nie zwracałam uwagi na pięknie zaokrąglony brzuszek.
- Hahah. Proszę przejdźmy na "Ty". Dziękuję kochana, ale nie musisz mi tak słodzić, wiem że jestem gruba, najwyraźniej Paulowi to nie przeszkadza.
Zaniosłam małego, a on automatycznie zasnął. Jakbym widziała siebie.  Zeszłam na dół, a czyjeś małe rączki otuliły moją nogę.
- Pobawisz się ze  mną?
- Tak kochanie!
- To choć. Lubisz księżniczki?
- Oczywiście.
- Jaka jest Twoją ulubioną?
- Bella, a Twoja?
- Też! Ma takie fajne ubranko. Tylko się ze mnie nie śmiej. Co z tego że mam 10 lat. Kocham ubierać lalki i czesać im włoski.
- Ja też to lubię, a mam prawie 20 lat.
- Moja ciocia też lubi księżniczki, ale ona woli Kopciuszka.
- Każdy ma swoją ulubioną księżniczkę.
- A mój tata nie lubi księżniczek.
- On nie wie co to magia zabawy.
- Słyszałem!
I właśnie w tym momencie wszedł pan Higgins który przerwał nam konwersację.
- A teraz drogie panie zapraszam na herbatkę.
- Choć kochana. I chwyciłam małą za rączkę.
Mama Nancy patrzyła na nas z ciekawością.
- Pani Julio mogłabym z Tobą  porozmawiać?
- Oczywiście, proszę pani.
- Zwracaj się do mnie po imieniu już mówiłam. Wiesz jak staro się czuję?
- Przepraszam Liso. Tak trochę dziwnie się czuję.
- Przyzwyczajaj się. Mam pewną propozycję.
- Słucham.
- Pracujesz?
- Nie..
- Więc.. mogłabyś opiekować się małą? Nasza ostatnia opiekunka nie przypadła jej do gustu, a mój mąż jest menadżerem, więc ma mało czasu, a ja rozkręciłam własny biznes...
- Rozumiem. A.. co ja bym miała robić?
- Jeśli to nie problem mała mogłaby u pani być w te chwile gdy będziemy w pracy? Dziś akurat świętujemy. Kolejna rocznica zespołu. Kojarzysz One Direction? No to właśnie ten zespół. Jego rocznica. Mają wolne do jutra. To przyjmujesz tą propozy...
- Dzień doberek!!
Usłyszeliśmy głosy dochodzące z przedpokoju. Nie znałam tej osoby.
- To Betty. Ciocia Nancy.
~~~~~~~~~~~~
Tyle na dziś! Za tydzień będzie (mam nadzieję) kolejny rozdział

czwartek, 12 września 2013

Rozdział 5 część 2 Te nazwisko wydawało mi się znajome.

Gdy chciałam podejść, ale uciekł. Szkoda, był to mały piękny biszkoptowy labrador. Nie przejmując się dłużej szłam dalej. Byłam dosłownie przed swoim domem, gdy usłyszałam za swoimi plecami dziecięcy szloch. Powoli odwróciłam się i zobaczyłam dziewczynkę na oko miała 9/10 lat.
- Hej, co się stało?
Mała jeszcze  bardziej się rozpłakała.
- Może wejdziesz do mnie do domu? odłożę małego i porozmawiamy?
Dziewczynka pokiwała głową na znak zgody i poszła ze spuszczoną głową za mną do domu. Bardzo zdziwiła się na wygody willi. No tak dom jest ogrodzony wysokim murem.  Chyba się zgubiła. Weszliśmy do domu i położyłam malca w jego łóżeczku, następnie zeszłam do kuchni zrobiłam mu herbatę rumiankową i gestem ręki zaprosiłam dziewczynkę do pokoiku malca. Po kilkuminutowej ciszy, która mnie męczyła odezwałam się.
- Teraz możemy porozmawiać.
- No dobrze.
- Więc, mieszkasz na tej ulicy?
Spuściła głowę i pokręciła przecząco głową.
- Jak masz na imię?
- Nazywam się Nancy Rose Higgins.Te nazwisko wydawało mi się znajome.
- Ja mam na imię Julia.
- Ładnie.
- Dziękuję.
Malec właśnie skończył pić, bo zasnął, więc przeszłyśmy do salonu. Kazałam małej się rozsiąść, a sama poszłam do kuchni po sok pomarańczowy i ciastka jakieś. Postanowiłam zapytać co się  o wszystko co mi potrzebne. Okazało się, że mała była tu z powodu jej taty- jest jakimś menadżerem i właśnie miał tu spotkanie. Ogólnie mieszkają niedaleko. Mała powiedziała, że jak zobaczyła słodkiego kota od razu za nim pobiegła bo właśnie tata jej stał przy budce i kupował jej i sobie lody. Niestety kot uciekł, a ona próbowała odnaleźć rodzica, ale nie udało jej się to.  I tak to znalazła się u mnie w domu. Postanowiłam zrobić obiad i iść na poszukiwania. Na obiad zrobiłam typowo polskie danie: mizeria, ziemniaki, i kotlety. Po obiedzie Tomcio postanowił się obudzić i tak poszliśmy na poszukiwanie Jej domu. Nancy zobaczyła nagle swoich rodziców i wręcz wyrwała się mi z ręki. Uśmiechnęłam się na ten widok.

_________________________
Krótko dziś. postaram się jutro coś dodać <3

czwartek, 15 sierpnia 2013

Rozdział 5 część 1 Czy to ma być ostrzeżenie?

- No nie wierzę. Kolejna laska na noc?
- Że co?!
- Mark nic nie wspomniałeś biedulce o naszym zakładzie? Jaka szkoda.
- WYPIERDALAJCIE Z TEGO DOMU!
I się obudziłam*, okazało się, że zasnęłam w pokoiku malca, po tym jak przyjechaliśmy do nowego domu i położyłam spać wcześniej kąpiąc, przewijając i karmiąc go. Nawet nie żegnając się z NIM. Był środek nocy. No tak burza szalała. I nagle płacz. Ta noc była jedną z najgorszych, oraz jedną z pierwszych.
 Gdy rano się poddałam i już nie mogłam zasnąć, właśnie wszystko ucichło. Burza sobie poszła. Nagle zobaczyłam partnera mojej mamy zdziwił się na mój widok. No nie dziwię mu się. Też bym tak zrobiła, kto normalny nie śpi o 3:52? No więc, pijąc kawę i jedząc to co zostało z wczoraj siedziałam sobie w kuchni.  Myślałam nad moim snem. Czy to ma być ostrzeżenie? Nie wiem. Dobra, koniec tego myślenia. Postanowiłam się tym nie przejmować i kolejny raz odwiedzić łazienkę i ogarnąć się. Po godzinie ubrana i odświeżona usiadłam do mojego laptopa i zaczęłam sprawdzać Facebooka, Twittera i różne portale plotkarskie. Wchodzę na nie, choć i tak w połowę nie wierzę. Mama jeszcze ok. 2 lata temu mówiła mi, że jestem od tego uzależniona, a ja się śmiałam. To były czasy. Gdyby tata zobaczył co teraz ona ze sobą zrobiła to nigdy by do tego nie dopuścił. Nie zostawił by nas. Jestem zła na siebie samą, że go nie zatrzymałam. Dlaczego on?! Dlaczego my?! Dlaczego.... No tak. Wspomnienia nawet te najpiękniejsze bolą, tym bardziej jak jest się delikatną i wrażliwą osobą, taką jak ja, jeśli chodzi o ojca. Zawsze byłam z nim związana. Choć z mamą też, o ile mogę ją tak nazwać. Fuck, czy te dziecko potrafi spać? Poszłam do kuchni i zaczęłam robić mleko. Dość szybko pokonałam schody i doszłam do jego pokoiku. Nakarmiłam przebrałam i postanowiłam, że wyjdę z małym do sklepu po coś słodkiego. Niestety małemu jeszcze nie dam. Muszę przeczytać w internecie coś o karmieniu dzieci itp. wiem tylko że jak mają ok. roku to zaczynają chodzić. Oczywiście zakluczyłam drzwi i wezwałam "ochronę" nawet nie wiem po co. Obiecałam sobie, że nie będę nikomu mówić że to nie jest mój syn. Doszliśmy do sklepu i kupiliśmy coś słodkiego. Niedoszły ojczym zostawił dużo kasy. Postanowiłam iść do parku naprzeciwko. Mały siedział na moich kolanach, a ja na bluzie na mokrej huśtawce. Super cała bluza mokra. Gdy wracaliśmy do domu zobaczyłam małego pieska.


-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-..-.-.-.-.--.--.-..--.-
 Tak więc wracam z rozdziałem. Wiem, że długo czekaliście. Mam nadzieję, że zaskoczyłam Was pozytywnie.

* Tak to wszystko to był sen. :D
Sądzę, że nie będzie potrzebne wstawianie nowych postaci.

wtorek, 16 lipca 2013

Rozdział 4 Zostaw mnie zboczeńcu.!

- Coś nie tak?
- Nie, wszystko gra.
- Czy wy nie mieliście się przeprowadzić za 2 tygodnie czy jakoś tak?
- Skąd wiesz? Tak, ale przesunęło się. Mamy jutro tu mecz zagrać i wiesz.
- No, ten... yy od sąsiadki. Tom płacze.
- Spoko, ja i tak będę się zbierał.
- Szkoda- zrobiłaś smutną buźkę. Po chwili zaśmialiście się. - Ale serio. Jak chcesz to możesz zostać na noc.
- Serio?
- Yhym.
- To... ja wskoczę po ubrania.
- Jak chcesz, ale wróć .
- HAhahhaha.
- No co? Nie często będę miała towarzystwo.
- Jasne jasne. Nie bądź taka pewna.
- Nie zamykam drzwi, więc wiesz. Jak wejdziesz i nie będzie mnie w kuchni to idź do 2 drzwi na lewo. 1 drzwi na lewo są moje.
Puściłam mu oczko i znikłam za 2 drzwiami na lewo.  Tom darł się niemiłosiernie. Głowa mi pękała. Wzięłam go na ręce i poszłam do kuchni zrobić mleko. Nienawidzę go robić... śmierdzi i smakuje okropnie. Cóż taka kara za urodzenie dziecka lub wychowywanie go. Zrobiłam i poszłam na górę. Niestety maluch nie potrafi sam trzymać jeszcze butelki. Położyłam go w łóżeczku i trzymałam butelkę. Po wypiciu mleka przez szkraba położyłam na lewe ramię pieluchę i lekko masowałam i klepałam pupę i plecki. Następnie ubrałam go inaczej, przewinęłam i wzięłam na ręce w celu wyniesienia z pokoju, ale w tej chwili wszedł Mark.
- To ten szkrab.? Mogę go na ręce.?
- Jasne- odpowiadam z uśmiechem.
- No choć do tatusia.
- HAHAH. Nie rozpędzaj się.
- Wiesz, że lubię małe dzieci?
- Yhym.
- Dobra. Jak chcesz to się przebierz czy coś, ja się małym zajmę.
- Dziękuję Ci jesteś boski. Znamy się niecały dzień, a Ty już za tatusia jedziesz.
- HahHAHAH. Przyzwyczajaj się Mała.
- Mała to jest Twoja pała skarbie.
- Skąd wiesz? Widziałaś? Może spojrzysz jeszcze raz.
- AHhahaha nie dzięki.
- Haha leć już.
- Ok.
Umyłam się i przebrałam w piżamę którą wzięłam wcześniej ze swojego pokoju. Po cichu poszłam sprawdzić co i jak, ale w pokoju Toma nie było po nich śladu. Poszłam do swojego pokoju i zastałam słodki widok. Mark leżał na moim łóżku i leżał tyłem do mnie. Mówił że malec ma podobne do mnie oczka które tak kocha. I jak tu nie być szczęśliwym?
- Ja nie mam ładnych oczu- zrobiłam minę dziecka któremu zabrało się lizaka.
- Jezu...
- Julia miło mi.
- Hhaahha. Przestraszyłaś mnie.
- Oj tam cicho siedź.
Wziął mnie na ręce.
- Zostaw mnie zboczeńcu.!
- Nie jestem zboczony.. no dobra może trochę, ale przecież to Cię we mnie pociąga co nie?
- Puść mnie. Proszę.
- Coś za coś.
- Ok już czaję.
Pokazał na policzek. W ostatniej chwili odwrócił tak głowę, że złączyliśmy nasze usta w namiętnym pocałunku. Nagle przerwał nam śmiech Toma? Nie... W drzwiach stali koledzy Marka. Ale nas przyłapali. Teraz wiem, że coś czuję do Marka, ale czy to miłość ? Czy to zauroczenie?
______________________________________________________________

Wiem, że długo czekaliście, ale mam ostatnio problemy rodzinne i w ogóle. Nie wiem kiedy pojawi się kolejny rozdział.. Nowych bohaterów dodam dziś/ jutro. Tyle na dziś <3 Kocham was i liczę na komentarze.

niedziela, 7 lipca 2013

Zapraszam na nową stronkę na fb poświęconą Naszym Idolom! Dopiero rozpoczynamy, a chciałabym, aby do końca dzisiejszego dnia doszło choć 9 lajków, bo jak na razie nic nie ma :C. Oto link moja stronka.

sobota, 6 lipca 2013

Rozdział 3 Nie, foch i tyle Ci powiem.

Byli to sportowcy. Wracając do tej rodziny. Zaproponowała, że zawsze mogę Toma przynieść, czy się radzić.
- Wiesz Julio, wiele młodych matek nie radzi sobie z dziećmi i ...
- Ja nie chcę pań okłamywać. To trudna sytuacja. Tom nie jest moim synem.
- Jak to?
- Tom to jest moim bratem.
I tak odpowiedziałam całą historię. Był płacz. Maria (rodzina ma polskie korzenie) nie chciała się ze mną rozstawać. Zaprzyjaźniłam się z starszą panią i matką dzieci.
- Mogłabym poprosić o przepis na tą chatkę babuni, czy to jakiś sekret rodzinny?
- Moja babcia mi dała książkę kulinarną jeszcze jak miałam 13 lat. Uwielbiałam gotować. Mam prośbę. Chciałabym iść na zakupy do jakiegoś marketu, ale niestety nie mogę iść z tym małym szkrabem. Muszę mu jakieś butelki zabawki kupić. Co z tego, że mamy szafy z ubraniami wypełnione i łóżka, szafy itp jeśli nie ma jedzenia? Ja uwielbiam jeść. Może w takim razie smyk zostać?
-Jasne. Tylko mamy prośbę. Nie zostawiaj nam go często. Nie mówimy, że go nie lubimy czy coś, ale chcemy żeby się wychowywał przy tobie.
- Wiem o co chodzi. Dziś chcę się zapoznać z miastem i dlatego. Na pewno nie będę go przynosiła często. Mogą mieć to panie jak w banku.
- Dobrze, to leć kochana, ale lepiej zmień buty.
- Wiem wiem. :D Jeszcze raz dziękuję.
Wyszłam z domu sąsiadek i poszłam do domu zmienić buty na baletki. Postanowiłam iść tak jak jechaliśmy z lotniska. Dobrze pamiętam drogę, choć było to wczoraj. Dotarłam do centrum. Było to jakieś 25 min. od domu.  Weszłam do wielkiego centrum handlowego i wpadłam na jakiegoś chłopaka.
-Wybacz, ale z kolegami się przeprowadzamy i robimy zakupy.
- Rozumiem Cię. Julia
- Mark
Posłaliśmy sobie uśmiech, po czym wymieniliśmy się numerami i razem poszliśmy do spożywczaka. Jakiś market w CH*.
- Pójdę już do chłopaków. Zdzwonimy się potem ok?
- Spoko.
W domu rozpakowałam i poszłam po Toma. Wróciłam do domu i uśpiłam smyka. Nagle ktoś zaczął dzwonić.
- Pali się czy co?!
- Julia.
- Mark :D
- Sorry pomyliłem domy. mieszkam obok.
- Pff. Nie, zrobiłeś to specjalnie. Foch i tyle Ci powiem. hahaha żartuję.  Wejdziesz?
- Jasne. Ładnie masz tu.
I nagle zaczął płakać Tom.
- Mieszkasz z rodzicami?
- Nie z bratem.
- Aha?
**
Jest rozdział. Krótki i denny, ale jest. CH- centrum handlowe :D

Kolejny rozdział.

Wybaczcie, ale mam dużo na głowie ostatnio i jeszcze każdy chce się ze mną spotkać, więc dziś spróbuję dodać, albo 2 rozdziały, albo 1 długi. Zależy od estetyki. :D

wtorek, 2 lipca 2013

Rozdział 2 Nowi sąsiedzi


Proszę o przeczytanie notki !! <3 Ważne, przynajmniej dla mnie. Są 3 dedykacje.
~*-*-*-*-*-*-*~


Ta chwila w samolocie na serio była chwilą. Odebraliśmy walizki i podjechaliśmy pod mój dom nowy. John upomniał mnie, że mam mówić do niego tato, a do Małego synku. Tak będzie codziennie.
Willa była.. była cudowna. Wiedziałam, że partner mamusi jest bogaty, ale bez przesady.  Mówiąc o willi.

Rozpakowaliśmy się. Ojczym postanowił jutro wrócić. Zadzwoniłam do mamy, że wszystko ok. Przebrałam i nakarmiłam Toma.  Miałam w tym domu już wszystko. Łóżeczko, łóżka, suszarki, zapełnioną garderobę swoją i smyka, kosmetyki itd. Wszystko nowe, ciuchy oryginalne. Masakra z jednej strony. Za duża willa w środku i za dużo kasy. Widać, że "śpię na pieniądzach" i mogą mnie okraść jak pojadę gdziekolwiek. To mnie przeraża.  No tak zapomniałam mam alarm. "Ojciec" powiedział, że jak wychodzę to mam tu 4 ochroniarzy i dzięki 1 przyciskowi oni w 5 min -w zależności czy są korki czy nie- zjawiają się.  Czy to nie dziwne? Gościu nie lubi dzieci, a tu takie coś. Może tylko wiekowo? Jakieś coś mu zrobiło? Nie wiem. Może kiedyś się dowiem. Po wypiciu herbaty, uśpiłam małego i sama położyłam się spać.
Jest dosłownie 6 (zegar przestawiłam przed snem), a ja już w kuchni jem śniadanie. Już tatulka nie ma. Napisał na kartce, że zrobił zakupy i o 8 ma lot. Życzy powodzenia w wychowywaniu i będą przesyłać pieniądze. Coś tu jest nie halo. Koło kartki były 3 karty kredytowe. Dobra. To było dziwne. Sprzątałam po śniadaniu i nagle płacz dziecka. Zerwałam się z miejsca i pobiegłam na górę. Dobrze, że mam jako tako kondycję. Muszę się podszkolić. Ubrałam małego i wybrałam się do kuchni. Mam zamiar upiec z 3 ciasta. Tylko jakie? Chcę iść do sąsiadów przywitać się, bo raczej oni tego nie zrobią. Zdecydowałam się na ciasto z gruszkami, krówkę i chatkę babuni. Po pracy w kuchni przebrałam brata i sama ubrałam się inaczej. Tom był słodko ubrany ja kobieco. Postanowiłam zaryzykować i ubrać koturny. Zapakowałam ciasto i wyszłam. Najpierw odwiedziłam podobnych rozmiarów willę. Okazało się, że mieszka tam młoda kobieta z 2 dzieci i mamą. Szczerze? Myślałam, że mieszka ktoś tu w moim wieku. Okazało się, że za 2 tyg. zamieszkają obok mnie nowi sąsiedzi. Ciekawie będzie. Niby oglądali dom itd. Byli to ...


***************
Dziś krótko. Zapalam wirtualnego znicza dla Klaudii [*]. Miała 12 lat i przegrała walkę z nowotworem. Może coś napiszę jeszcze, ale przez śmierć naszej siostry nie dam rady. Literki nie chcę się złożyć w całość. Właśnie ten rozdział dedykuję Jull, Karolinie i zmarłej Klaudii <3. Spoczywaj w pokoju. Nie znałam jej osobiście, ale i tak czuję, że cząstkę mnie zabrała ze sobą. 

poniedziałek, 1 lipca 2013

Rozdział 1 Załamanie

Mam się wyprowadzić z domu z bratem, bo mama tego chce? Nie poddam się, a może już to zrobiłam. Jak mnie nie chce to się spakuję. Zaczęłam się pakować. Ze łzami w oczach pakowałam fotografię sprzed 4 lat. Jedna szczęśliwa rodzina, z małymi problemami. Wszyscy szczęśliwi. Teraz co jest? Masa problemów. Wyprowadzam się do.. no właśnie nie wiem gdzie może Londyn? Tak w Londynie, na jakiejś spokojnej ulicy. Weszła zakochana parka. Już nie płakałam. Pozostałości po łzach starłam.
- Zdecydowałam. Londyn. Chcę, aby mój brat...
- syn- wtrąciła się mama
- Tak, żeby mój syn miał dobre wykształcenie.
- Jesteś na mnie zła? - zapytał John. Wow było to szczerze.
- Nie. Tylko spraw, aby mama była szczęśliwa.- wymusiłam uśmiech.
- Będzie. Obiecuję Ci.
- Idę małego spakować.
Wyszłam z pokoju. Tak słodko spał. Wzięłam potrzebne rzeczy na zmianę. Stwierdziłam, że w Londynie dokupię. Mam pecha, nadepnęłam na grzechotkę, mały w płacz, a ja? Bałam się wziąć szkraba na ręce. Musiałam się zmusić. Powoli podeszłam do niego i wzięłam na ręce. Tak się to robi?  Nie wiem. Idę do mamy, musi mnie nauczyć, wtedy mogę być pewna, że nic mu nie zrobię.
- Cichutko nie płacz, idziemy do - kłamać, czy mówić prawdę? Ech, przez pierwsze lata bd mu mamą potem  się dowie prawdy. Nie znienawidzi mnie za to no nie?- idziemy do babci.
Odwróciłam się a tu mama z Johnem stoją i patrzą.
- Mamo, ja mam problem. Musisz mnie nauczyć karmić, przewijać, trzymać. Ja się boję, że zrobię mu krzywdę. Po co ma być przeze mnie kaleką?
- Chodź do siebie. Nauczę Ciebie.
I tak 2 godziny uczyłam się jak nosić, przewijać, trzymać, karmić, pielęgnować, myć mojego.. syna.
Na pewno będę czasami mówiła do niego bracie, 4 miesiące przyzwyczajenia.
- Dziękuję mamo. Teraz sobie poradzę. Dużo nocy będę nie spała?
- Jak zaczną pojawiać się ząbki. Może teraz. Najgorzej będzie do 2 roku życia.
- Dziękuję mamo, bardzo mnie pocieszyłaś.
- Dobranoc. Jeszcze raz przepraszam.
- Dobranoc, nie ma sprawy. Wcale się nie gniewam.- kłamstwo. Nie chciałam, żeby przeze mnie była smutna, więc chciałam brzmieć naturalnie i mi się to udało.
Położyłam się, ale nie mogłam zasnąć. Jeszcze mały się 2 razy przebudził. Musiałam mu mleko zrobić. Niestety lub na szczęście jak kto woli muszę karmić butelką. Z jednej strony dobrze, bo nie będę cierpieć (możliwe, że boli (chyba wiecie o co mi chodzi )), ale z 2 strony nie chce mi się tyle schodzić razy. Muszę pomyśleć o lodówce i takich tam w pokoju.


*Następnego dnia*

Obudziłam się z bólem głowy do tego niewyspana. Tak ma być już codziennie? Dziękuję, ale wolę nie być matką. Mogłam iść do tego zakonu. Ubrałam czerwone rurki, białą bluzkę w czarne paski i szelki. "Syna" ubrałam w białe body, spodnie, koszulę w paski i sweter. Rzecz jasna, że jeszcze pod to rajstopy w samochody i pieluchę. Dobrze, że znam język angielski. Przygotowałam mleko i poszłam obudzić Toma. Spał tak słodko. Miał uśmiech na twarzy. Zaczęłam go budzić. Nakarmiłam przebrałam. Za 1h wyjeżdżamy z domu na lotnisko. Wolę już teraz jechać. Obudziłam Johna. Mama z nami nie jedzie, a Josh kupił nam dom więc musi jechać z nami.
-John.... możemy już jechać?
- Już? Tak szybko? Lot mamy dopiero za 2h.
- Tak. Wolę być wcześniej. Widzę, że korki będą.
- No to w drogę.
Napisaliśmy mamie kartkę, ze zadzwonimy jak wylądujemy i takie tam. Wzięłam dziecko i swoją torebkę oraz walizkę. Chyba John miał w dupie mnie i małego. Jak zawsze z resztą.
- Możesz pomóc z walizką?
- Jasne.
Oczywiście zrobił to z wielkim "ale". Niedługo pozbędę się go z swojego życia. Mam nadzieję, że jak wychowam Toma nie będą chcieli mi go odebrać. Co to to nie! Coś czuję, że tak będzie.


***************************************

Dziś krótko. Miał być dopiero w sobotę, ale jest dziś. Mam nadzieję, że nie zawiodłam. Proszę o komentowania to mnie zachęca do dalszego pisania. Już jutro lub pojutrze będzie kolejna część. 

niedziela, 30 czerwca 2013

Prolog : 3

Była młoda. Mogła wiele. Miała mało przyjaciół, czteromiesięcznego brata, matkę, kasę, problemy. Czy była szczęśliwa? Tak, ale nie do końca. Była szczęśliwa, gdy tańczyła, śpiewała, grała na gitarze lub fortepianie, spotykała się z przyjaciółką Izą, lub przyjacielem Danielem....
Jeden dzień, jeden wieczór, jeden mężczyzna, jeden gwałt, jeden błąd przeważył na ich szczęściu.
Matka- została ofiarą, zaszła w ciąże.
Ojciec- załamał się, szukał pomocy w barach.
Córka- wspierała matkę, pogodziła się z faktem, że jej ojciec je zostawił.
Gdy jej brat miał 4 miesiące matka znalazła sobie partnera na całe życie. Bogatego 44-latka, niby fajnie, ale jednak.. On nie akceptował dzieci. Jaki wybór miała mama dziewiętnastolatki? Zostawić bogacza i żyć z dziećmi, lub zostawić dzieci i żyć z bogaczem. Próbowała go namówić, on został nie ugięty. Przepłakała trochę, bo wiedziała, że na tej trójce tak mocno jej zależy. Co miała zrobić? Początek wakacji. 2 lipca. Wybrała. Zrobiła kolację. Powiedziała, że porozmawia z każdym osobno, bez awantur. Najpierw porozmawiała z córką.
- Kochanie, zacznę od tego, że to nie była łatwa decyzja. Kocham Cię.
- Wiedziałam, że zostaniemy z Młodym!!
- Kochanie muszę Cię rozczarować. Chcę sobie ułożyć życie od nowa. Pozwolisz mi na to?- Rodzicielka zalała się łzami.
- Co?! Mamo, proszę. Nie rób nam tego! Co mam ze sobą zrobić, jak ja utrzymam 2 osoby, nie mamy domu, nie mam pieniędzy, nie dam rady. MAM 19 LAT JAK JA MAM ZAJĄĆ SIĘ CZTEROMIESIĘCZNYM DZIECKIEM?!
-Proszę, uspokój się. Pieniądze będę przesyłała, na to chyba już John pozwoli. Udawaj jego matkę. Ja nie dam rady go wychowy..
- Bo co?! Bo to nie jest ojca dziecko?! Bo przez ten jeden wieczór nas opuścił? A może brzydzisz się swojego syna?!
- To od dziś Twój syn córko. Będę was odwiedzać. Możesz się pomału pakować. Wybierz miejsce zamieszkania. Zaraz wrócę.
Załamana nastolatka wróciła do pokoju.
Tak wyglądała rozmowa 43-latki z 44-latkiem
-Kochanie.
-Tak Moniko?
- Masz ochotę zamieszkać ze mną?
- Czy ty chcesz przez to powiedzieć, że wyrzucasz dzieci z domu przeze mnie?
- Tak. Nie pozwolę Ci odejść.  Mam tylko jedną prośbę. Kup im dom. Młoda zastanawia się gdzie chce mieszkać.
- Ok. Kupię im dom, willę co będzie chciała. Mam nadzieję, że się na mnie nie gniewa. Choć nie lubię dzieci nie chcę mieć wyrzutów sumienia.
- Nie martw się tym Kochanie.
-Ok. Chodźmy do niej zapytać się o miejsce zamieszkania i te sprawy.
**
Co Wy byście zrobiły/zrobili na jej miejscu? Uda jej się wychować brata? Będzie dobrą matką? Może byście popadły/popadli w depresję? Zobaczymy co zrobi nasza główna bohaterka i jak potoczy się jej życie.

sobota, 29 czerwca 2013

No to start.

Hi!!
Chciałabym napisać, że zakładam nowego bloga, jak widzicie. Będzie to inna historia. Możliwe, że was zaskoczę i taką mam nadzieję. Wracam wieczorem, może jutro z prologiem i bohaterami. Rozdziały będą numerowane <1,2,3..> oraz będą miały nazwę np <Przegrałeś, a może wygrałeś>. Tak w skrócie powiem o co chodzi. Dziewczyna ma 19 lat, matka <43> rozstała się z ojcem bo zaczął pić, przez to że jego żona została zgwałcona i zaszła w ciążę, właśnie 4 miesiące temu urodziła. Mieszkają w Polsce. Nagle matka się zakochuje. Pojawia się problem, on nie toleruję dzieci. Kobieta jest tak zapatrzona w bogatego 44 latka, że każe córce wychowywać brata i wyprowadzić się. Przyszły mąż pozwala na przesyłanie pieniędzy.
Więcej nie piszę.! Bądźcie cierpliwi! :D