Postanowiłam zrobić obiad i iść na poszukiwania. Na obiad zrobiłam typowo polskie danie: mizeria, ziemniaki, i kotlety. Po obiedzie Tomcio postanowił się obudzić i tak poszliśmy na poszukiwanie Jej domu. Nancy zobaczyła nagle swoich rodziców i wręcz wyrwała się mi z ręki. Uśmiechnęłam się na ten widok. Tom też pewnie liczy, że będzie miał ojca. Samotna łza wymsknęła się. Nie potrafiłam jej zatrzymać. Nawet się nie zorientowałam, a już podeszli do mnie zapłakani rodzice dziewczynki. Uśmiechnęłam się do nich przyjaźnie, ścierając łzę.
- Dzień dobry. Przyprowadziłam zgubę. Mam nadzieję, że nic się nie stało z powodu podania jej obiadu.
- Dzień dobry. Nie nic się nie stało. Bardzo pani dziękujemy. Czy to pani synek, czy brat?
- Kochanie..
- Nic nie szkodzi proszę pana. Jestem młodą matką. Przepraszam, ale nie chcę o tym rozmawiać. To wciąż boli.
- Rozumiem.
- Tak w ogóle jestem Paul Higgins, a to moja żona Lisa.
- Bardzo mi miło poznać państwo. Julia Die-Ray.
- Nam także.
- Mamo!
- Tak Nancy?
- Mamo, a Julia mogłaby wejść do domu?
- Jeśli się zgodzi..
- Nie chcę robić problemu.
- Ależ to żaden problem.
Gdy przekroczyliśmy z Tomem próg domu, poczułam bardzo wspaniałą atmosferę, której u mnie brakowało. Tak skromnie, a jednak tak inaczej.
- Napije się pani czegoś? Ciasteczka z czekoladą? Lubi panienka takie w kształcie zwierząt? Nancy je uwielbia!
- Ja je kocham!
- Mogłabym małego gdzieś położyć? Widzę, że zaraz uśnie.
- Jasne. Paul zaprowadź panią Julię do pokoju gdzie jest łóżeczko, wiesz te do naszego dzidziusia. Przydało się.
- Dziękuję pani! Nie wiedziałam że jest pani w ciąży, w ogóle nie zwracałam uwagi na pięknie zaokrąglony brzuszek.
- Hahah. Proszę przejdźmy na "Ty". Dziękuję kochana, ale nie musisz mi tak słodzić, wiem że jestem gruba, najwyraźniej Paulowi to nie przeszkadza.
Zaniosłam małego, a on automatycznie zasnął. Jakbym widziała siebie. Zeszłam na dół, a czyjeś małe rączki otuliły moją nogę.
- Pobawisz się ze mną?
- Tak kochanie!
- To choć. Lubisz księżniczki?
- Oczywiście.
- Jaka jest Twoją ulubioną?
- Bella, a Twoja?
- Też! Ma takie fajne ubranko. Tylko się ze mnie nie śmiej. Co z tego że mam 10 lat. Kocham ubierać lalki i czesać im włoski.
- Ja też to lubię, a mam prawie 20 lat.
- Moja ciocia też lubi księżniczki, ale ona woli Kopciuszka.
- Każdy ma swoją ulubioną księżniczkę.
- A mój tata nie lubi księżniczek.
- On nie wie co to magia zabawy.
- Słyszałem!
I właśnie w tym momencie wszedł pan Higgins który przerwał nam konwersację.
- A teraz drogie panie zapraszam na herbatkę.
- Choć kochana. I chwyciłam małą za rączkę.
Mama Nancy patrzyła na nas z ciekawością.
- Pani Julio mogłabym z Tobą porozmawiać?
- Oczywiście, proszę pani.
- Zwracaj się do mnie po imieniu już mówiłam. Wiesz jak staro się czuję?
- Przepraszam Liso. Tak trochę dziwnie się czuję.
- Przyzwyczajaj się. Mam pewną propozycję.
- Słucham.
- Pracujesz?
- Nie..
- Więc.. mogłabyś opiekować się małą? Nasza ostatnia opiekunka nie przypadła jej do gustu, a mój mąż jest menadżerem, więc ma mało czasu, a ja rozkręciłam własny biznes...
- Rozumiem. A.. co ja bym miała robić?
- Jeśli to nie problem mała mogłaby u pani być w te chwile gdy będziemy w pracy? Dziś akurat świętujemy. Kolejna rocznica zespołu. Kojarzysz One Direction? No to właśnie ten zespół. Jego rocznica. Mają wolne do jutra. To przyjmujesz tą propozy...
- Dzień doberek!!
Usłyszeliśmy głosy dochodzące z przedpokoju. Nie znałam tej osoby.
- To Betty. Ciocia Nancy.
~~~~~~~~~~~~
Tyle na dziś! Za tydzień będzie (mam nadzieję) kolejny rozdział
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz