poniedziałek, 1 lipca 2013

Rozdział 1 Załamanie

Mam się wyprowadzić z domu z bratem, bo mama tego chce? Nie poddam się, a może już to zrobiłam. Jak mnie nie chce to się spakuję. Zaczęłam się pakować. Ze łzami w oczach pakowałam fotografię sprzed 4 lat. Jedna szczęśliwa rodzina, z małymi problemami. Wszyscy szczęśliwi. Teraz co jest? Masa problemów. Wyprowadzam się do.. no właśnie nie wiem gdzie może Londyn? Tak w Londynie, na jakiejś spokojnej ulicy. Weszła zakochana parka. Już nie płakałam. Pozostałości po łzach starłam.
- Zdecydowałam. Londyn. Chcę, aby mój brat...
- syn- wtrąciła się mama
- Tak, żeby mój syn miał dobre wykształcenie.
- Jesteś na mnie zła? - zapytał John. Wow było to szczerze.
- Nie. Tylko spraw, aby mama była szczęśliwa.- wymusiłam uśmiech.
- Będzie. Obiecuję Ci.
- Idę małego spakować.
Wyszłam z pokoju. Tak słodko spał. Wzięłam potrzebne rzeczy na zmianę. Stwierdziłam, że w Londynie dokupię. Mam pecha, nadepnęłam na grzechotkę, mały w płacz, a ja? Bałam się wziąć szkraba na ręce. Musiałam się zmusić. Powoli podeszłam do niego i wzięłam na ręce. Tak się to robi?  Nie wiem. Idę do mamy, musi mnie nauczyć, wtedy mogę być pewna, że nic mu nie zrobię.
- Cichutko nie płacz, idziemy do - kłamać, czy mówić prawdę? Ech, przez pierwsze lata bd mu mamą potem  się dowie prawdy. Nie znienawidzi mnie za to no nie?- idziemy do babci.
Odwróciłam się a tu mama z Johnem stoją i patrzą.
- Mamo, ja mam problem. Musisz mnie nauczyć karmić, przewijać, trzymać. Ja się boję, że zrobię mu krzywdę. Po co ma być przeze mnie kaleką?
- Chodź do siebie. Nauczę Ciebie.
I tak 2 godziny uczyłam się jak nosić, przewijać, trzymać, karmić, pielęgnować, myć mojego.. syna.
Na pewno będę czasami mówiła do niego bracie, 4 miesiące przyzwyczajenia.
- Dziękuję mamo. Teraz sobie poradzę. Dużo nocy będę nie spała?
- Jak zaczną pojawiać się ząbki. Może teraz. Najgorzej będzie do 2 roku życia.
- Dziękuję mamo, bardzo mnie pocieszyłaś.
- Dobranoc. Jeszcze raz przepraszam.
- Dobranoc, nie ma sprawy. Wcale się nie gniewam.- kłamstwo. Nie chciałam, żeby przeze mnie była smutna, więc chciałam brzmieć naturalnie i mi się to udało.
Położyłam się, ale nie mogłam zasnąć. Jeszcze mały się 2 razy przebudził. Musiałam mu mleko zrobić. Niestety lub na szczęście jak kto woli muszę karmić butelką. Z jednej strony dobrze, bo nie będę cierpieć (możliwe, że boli (chyba wiecie o co mi chodzi )), ale z 2 strony nie chce mi się tyle schodzić razy. Muszę pomyśleć o lodówce i takich tam w pokoju.


*Następnego dnia*

Obudziłam się z bólem głowy do tego niewyspana. Tak ma być już codziennie? Dziękuję, ale wolę nie być matką. Mogłam iść do tego zakonu. Ubrałam czerwone rurki, białą bluzkę w czarne paski i szelki. "Syna" ubrałam w białe body, spodnie, koszulę w paski i sweter. Rzecz jasna, że jeszcze pod to rajstopy w samochody i pieluchę. Dobrze, że znam język angielski. Przygotowałam mleko i poszłam obudzić Toma. Spał tak słodko. Miał uśmiech na twarzy. Zaczęłam go budzić. Nakarmiłam przebrałam. Za 1h wyjeżdżamy z domu na lotnisko. Wolę już teraz jechać. Obudziłam Johna. Mama z nami nie jedzie, a Josh kupił nam dom więc musi jechać z nami.
-John.... możemy już jechać?
- Już? Tak szybko? Lot mamy dopiero za 2h.
- Tak. Wolę być wcześniej. Widzę, że korki będą.
- No to w drogę.
Napisaliśmy mamie kartkę, ze zadzwonimy jak wylądujemy i takie tam. Wzięłam dziecko i swoją torebkę oraz walizkę. Chyba John miał w dupie mnie i małego. Jak zawsze z resztą.
- Możesz pomóc z walizką?
- Jasne.
Oczywiście zrobił to z wielkim "ale". Niedługo pozbędę się go z swojego życia. Mam nadzieję, że jak wychowam Toma nie będą chcieli mi go odebrać. Co to to nie! Coś czuję, że tak będzie.


***************************************

Dziś krótko. Miał być dopiero w sobotę, ale jest dziś. Mam nadzieję, że nie zawiodłam. Proszę o komentowania to mnie zachęca do dalszego pisania. Już jutro lub pojutrze będzie kolejna część. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz