sobota, 28 września 2013

Rozdział 6 Kojarzysz One Direction?

 Postanowiłam zrobić obiad i iść na poszukiwania. Na obiad zrobiłam typowo polskie danie: mizeria, ziemniaki, i kotlety. Po obiedzie Tomcio postanowił się obudzić i tak poszliśmy na poszukiwanie Jej domu. Nancy zobaczyła nagle swoich rodziców i wręcz wyrwała się mi z ręki. Uśmiechnęłam się na ten widok. Tom też pewnie liczy, że będzie miał ojca. Samotna łza wymsknęła się. Nie potrafiłam jej zatrzymać. Nawet się nie zorientowałam, a już podeszli do mnie zapłakani rodzice dziewczynki. Uśmiechnęłam się do nich przyjaźnie, ścierając łzę.
- Dzień dobry. Przyprowadziłam zgubę. Mam nadzieję, że nic się nie stało z powodu podania jej obiadu.
- Dzień dobry. Nie nic się nie stało. Bardzo pani dziękujemy. Czy to pani synek, czy brat?
- Kochanie..
- Nic nie szkodzi proszę pana. Jestem młodą matką. Przepraszam, ale nie chcę o tym rozmawiać. To wciąż boli.
- Rozumiem.
- Tak w ogóle jestem Paul Higgins, a to moja żona Lisa.
- Bardzo mi miło poznać państwo. Julia Die-Ray.
- Nam także.
- Mamo!
- Tak Nancy?
- Mamo, a Julia mogłaby wejść do domu?
- Jeśli się zgodzi..
- Nie chcę robić problemu.
- Ależ to żaden problem.
Gdy przekroczyliśmy z Tomem próg domu, poczułam bardzo wspaniałą atmosferę, której u mnie brakowało. Tak skromnie, a jednak tak inaczej.
- Napije się pani czegoś? Ciasteczka z czekoladą? Lubi panienka takie w kształcie zwierząt? Nancy je uwielbia!
- Ja je kocham!
- Mogłabym małego gdzieś położyć? Widzę, że zaraz uśnie.
- Jasne. Paul zaprowadź panią Julię do pokoju gdzie jest łóżeczko, wiesz te do naszego dzidziusia. Przydało się.
- Dziękuję pani! Nie wiedziałam że jest pani w ciąży, w ogóle nie zwracałam uwagi na pięknie zaokrąglony brzuszek.
- Hahah. Proszę przejdźmy na "Ty". Dziękuję kochana, ale nie musisz mi tak słodzić, wiem że jestem gruba, najwyraźniej Paulowi to nie przeszkadza.
Zaniosłam małego, a on automatycznie zasnął. Jakbym widziała siebie.  Zeszłam na dół, a czyjeś małe rączki otuliły moją nogę.
- Pobawisz się ze  mną?
- Tak kochanie!
- To choć. Lubisz księżniczki?
- Oczywiście.
- Jaka jest Twoją ulubioną?
- Bella, a Twoja?
- Też! Ma takie fajne ubranko. Tylko się ze mnie nie śmiej. Co z tego że mam 10 lat. Kocham ubierać lalki i czesać im włoski.
- Ja też to lubię, a mam prawie 20 lat.
- Moja ciocia też lubi księżniczki, ale ona woli Kopciuszka.
- Każdy ma swoją ulubioną księżniczkę.
- A mój tata nie lubi księżniczek.
- On nie wie co to magia zabawy.
- Słyszałem!
I właśnie w tym momencie wszedł pan Higgins który przerwał nam konwersację.
- A teraz drogie panie zapraszam na herbatkę.
- Choć kochana. I chwyciłam małą za rączkę.
Mama Nancy patrzyła na nas z ciekawością.
- Pani Julio mogłabym z Tobą  porozmawiać?
- Oczywiście, proszę pani.
- Zwracaj się do mnie po imieniu już mówiłam. Wiesz jak staro się czuję?
- Przepraszam Liso. Tak trochę dziwnie się czuję.
- Przyzwyczajaj się. Mam pewną propozycję.
- Słucham.
- Pracujesz?
- Nie..
- Więc.. mogłabyś opiekować się małą? Nasza ostatnia opiekunka nie przypadła jej do gustu, a mój mąż jest menadżerem, więc ma mało czasu, a ja rozkręciłam własny biznes...
- Rozumiem. A.. co ja bym miała robić?
- Jeśli to nie problem mała mogłaby u pani być w te chwile gdy będziemy w pracy? Dziś akurat świętujemy. Kolejna rocznica zespołu. Kojarzysz One Direction? No to właśnie ten zespół. Jego rocznica. Mają wolne do jutra. To przyjmujesz tą propozy...
- Dzień doberek!!
Usłyszeliśmy głosy dochodzące z przedpokoju. Nie znałam tej osoby.
- To Betty. Ciocia Nancy.
~~~~~~~~~~~~
Tyle na dziś! Za tydzień będzie (mam nadzieję) kolejny rozdział

czwartek, 12 września 2013

Rozdział 5 część 2 Te nazwisko wydawało mi się znajome.

Gdy chciałam podejść, ale uciekł. Szkoda, był to mały piękny biszkoptowy labrador. Nie przejmując się dłużej szłam dalej. Byłam dosłownie przed swoim domem, gdy usłyszałam za swoimi plecami dziecięcy szloch. Powoli odwróciłam się i zobaczyłam dziewczynkę na oko miała 9/10 lat.
- Hej, co się stało?
Mała jeszcze  bardziej się rozpłakała.
- Może wejdziesz do mnie do domu? odłożę małego i porozmawiamy?
Dziewczynka pokiwała głową na znak zgody i poszła ze spuszczoną głową za mną do domu. Bardzo zdziwiła się na wygody willi. No tak dom jest ogrodzony wysokim murem.  Chyba się zgubiła. Weszliśmy do domu i położyłam malca w jego łóżeczku, następnie zeszłam do kuchni zrobiłam mu herbatę rumiankową i gestem ręki zaprosiłam dziewczynkę do pokoiku malca. Po kilkuminutowej ciszy, która mnie męczyła odezwałam się.
- Teraz możemy porozmawiać.
- No dobrze.
- Więc, mieszkasz na tej ulicy?
Spuściła głowę i pokręciła przecząco głową.
- Jak masz na imię?
- Nazywam się Nancy Rose Higgins.Te nazwisko wydawało mi się znajome.
- Ja mam na imię Julia.
- Ładnie.
- Dziękuję.
Malec właśnie skończył pić, bo zasnął, więc przeszłyśmy do salonu. Kazałam małej się rozsiąść, a sama poszłam do kuchni po sok pomarańczowy i ciastka jakieś. Postanowiłam zapytać co się  o wszystko co mi potrzebne. Okazało się, że mała była tu z powodu jej taty- jest jakimś menadżerem i właśnie miał tu spotkanie. Ogólnie mieszkają niedaleko. Mała powiedziała, że jak zobaczyła słodkiego kota od razu za nim pobiegła bo właśnie tata jej stał przy budce i kupował jej i sobie lody. Niestety kot uciekł, a ona próbowała odnaleźć rodzica, ale nie udało jej się to.  I tak to znalazła się u mnie w domu. Postanowiłam zrobić obiad i iść na poszukiwania. Na obiad zrobiłam typowo polskie danie: mizeria, ziemniaki, i kotlety. Po obiedzie Tomcio postanowił się obudzić i tak poszliśmy na poszukiwanie Jej domu. Nancy zobaczyła nagle swoich rodziców i wręcz wyrwała się mi z ręki. Uśmiechnęłam się na ten widok.

_________________________
Krótko dziś. postaram się jutro coś dodać <3